Na tej stronie będę zamieszczał ciekawe historie z życia miłośników motorowerów i pojazdów zabytkowych. Opowiadania można przesyłać e-mailem: m-k@topnet.pl. Zdjęcia będą mile widziane.

 

OPOWIEŚĆ ZBIGNIEWA STANISŁAWA LABOCKIEGO:

    Było to roku pańskiego 1972 kiedy wpadłem na pomysł podróży po Europie. Byłem zawzięty na poznawanie otoczenia. Od kilku lat zajmowałem się aktywnie motoryzacją. Pierwszym moim motocyklem był Zündapp KS 200, po nim następowały Wiatka, SHL, Lambretta, Zündapp KS 500, KS 600; kilkanaście sztuk stało w garażu ściągnięte tanio z całej Polski. Czyli praktyczne wiadomości o motoryzacji posiadałem wystarczające, żeby skręcić do końca wyśnionego i budowanego przeze mnie BMW 600 (motor BMW, rama Urala), który stał wymalowany i wzmocniony po generalnym remoncie. Nie! to wszystko było by za łatwe i za mało ciekawe. Ja wpadłem na pomysł całą podróż przeżyć Komarkiem. W międzyczasie podzieliłem się moim pomysłem z kolegą w pracy, a on na to: to ja jadę z tobą. Tak też się stało. Na rynku pojawił się nowy model (1973) z teleskopami z tyłu i nowym bakiem wzdłuż - jak dorosły motocykl. Co też zrobiłem? Kupiłem sobie pierwszy raz w moim życiu nowy pojazd w Motozbycie - to było mocne przeżycie, ale słaby pojazd. Po pierwszym dniu jazdy próbnej stwierdziłem, że amortyzatory będą za słabe, jeżeli zamontuję przeze mnie opracowany bagażnik (2 plecaki wojskowe, namiot i śpiwór); i motor też. A więc do dzieła: (Komarek przejechał zaledwie 80 kilometrów). Zamontowałem nowe amortyzatory od WFM-ki, cylinder przetoczyłem na maksimum, nowe tłoki i pierścienie, przepolerowałem kanały, zwiększyłem kompresję, zmieniłem dysze w gaźniku. Komar jedzie na prostej do 80 km/godz.; górę i wiatr widzi szybciej niż ja. Zmiana dyszy gaźnikowych powoduje zmniejszenie obrotów, obniżenie prędkości, możliwość stałej jazdy 55 km/h z obciążeniem. A więc w drogę z Warszawy przez Kraków do granicy. Nocleg w namiocie i następnego dnia w drogę do Czech, gdzie byliśmy dwa dni, po czym przekroczyliśmy granice z Austrią, gdzie był tylko kawałek do Wiednia. Przez 3 miesiące Komar służył mi do codziennych jazd do pracy. Przejechałem nim Włochy, Szwajcarię, w sumie 11000 km absolutnie bezawaryjnie. Jedynym problemem były polskie świece zapłonowe. Ja pozostałem do dzisiaj w Szwajcarii, kolega wyjechał do Ameryki i mieszka do dzisiaj na zachodnim wybrzeżu. Spotykamy się ze sobą co parę lat. Mój Komarek został mi ukradziony, na pewno przez znawcę materii w Niemczech; kolegi pozostał w Austrii (los nie znany) .To by było tyle z ciekawostek.

Pozdrawiam.   Zbigniew Stanisław Labocki